
Jak do tego doszło nie wiem … Z powodzeniem mogłabym zaśpiewać za Zenkiem Martyniukiem, bo prawda jest taka, że początek zmian był totalnie poza moją świadomością, a ja miałam wrażenie, jakbym nagle obudziła się o jakieś 20 kilogramów większa. Wtedy nie byłam w stanie powiedzieć jak to się stało i jak to się dzieje, że każdy dzień coraz bardziej oddala mnie od mojego ideału. Pamiętam tylko, jak zaczęły uwierać mnie jeansy i jak kiepsko się czułam kiedy znad guzika wystawał pokaźny kawałek mojego ciała, w anatomii nazywany brzuchem. Coraz trudniej było się wciskać w dotychczasową garderobę, ale tutaj, z pomocą przyszedł mi covid i pandemia, dzięki której bez wyrzutów sumienia mogłam odłożyć jeansy do szafy i wymienić garderobę na wygodne, bawełniane dresy, które nie uwierały i mieściły każdy dodatkowy kilogram mojego ciała. Później przyszło lato a wraz z nim sezon na sukienki. Były elastyczne, więc nawet nie zauważałam kolejnych kilogramów, które przyklejały się do mnie, niczym muchy do lepu. Czułam tylko, że coraz mniej siebie lubię i widziałam, że coraz gorzej wyglądam na zdjęciach, więc przestałam je sobie robić i nie pozwalałam robić ich innym…
Zawsze wygląd był dla mnie ważny i przykładałam dużą wagę do tego, aby wyglądać i czuć się ze sobą dobrze, ale przyszedł nagle taki dzień, kiedy przestałam mieć czas, siłę i chęci. Ten jeden dzień, który jak lawina pociągnął za sobą wszystkie pozostałe dni, które w konsekwencji dały mi w ekspresowym tempie jakieś piętnaście dodatkowych kilogramów…
O odchudzaniu wiedziałam wszystko, bo w końcu od wielu, wielu lat wkładałam wysiłek w to, żeby świetnie wyglądać, ale zwyczajnie nie miałam siły, motywacji i chęci, aby zabrać się za siebie. Jedyne, na co miałam ochotę to spać, spać i spać… Insulinooporność, taka była diagnoza lekarza. Z jednej strony poczułam ulgę, gdy okazało się, że mam na co zwalić i że od teraz nie jestem gruba, tylko chora, ale z drugiej – im więcej na ten temat czytałam, tym bardziej nabierałam świadomości, że ta choroba jest wynikiem mojego nieodpowiedniego stylu życia, a nie odwrotnie.
Znam doskonale te wszystkie zasady, którymi należy się kierować, aby znaleźć w sobie siłę i motywację do zmiany, bo, w końcu, od prawie 20 lat ciągle o coś walczę, aby mieć życie jakiego pragnę, ale tym razem, zwyczajnie mi się nie chciało. Prawdę mówiąc, to ja nawet kompleksów jakichś strasznych nie miałam z powodu tej nadwagi, a jedyne, co wtedy zauważałam, to to, że odsuwam się na bok i jakby przestaję żyć. Tak, to był etap, kiedy nie chciało mi się imprezować, spotykać z ludźmi, nie mówiąc już o podejmowaniu nowych wyzwań. Tak wtedy wyglądało moje życie – zwyczajnie. Dziś powiedziałabym nawet, że było bardzo byle jakie, bo nie było w nim niczego, poza zmuszaniem się do wychodzenia do pracy i ogarnianiem domu i dziecka. Wszystko, co się dało, odsuwałam na bok, na później, na kiedyś… Nawet ochota na seks mi minęła, no bo jak lubić bliskość drugiego człowieka, skoro tak bardzo nie lubi się własnej … ??
Żyłam marzeniami, że kiedyś się wezmę, że kiedyś to zrobię, że w poniedziałek, a potem, że w kolejny… I tak przyklejałam do twarzy uśmiech i udawałam przed światem, że wszystko mi jedno, bo liczę się ja, a nie to jak wyglądam…
Znam doskonale działanie przyczyny i skutku i byłam świadoma tego, że samo nic się nie zmieni. Spojrzałam na moje dziecko i wiedziałam, że nie chcę być dla Niego tą zmierzłą matką, która wQrza się o byle co i ciągle nie ma chęci do wspólnej zabawy. Spojrzałam na mojego Grzesia i wiedziałam, że jeśli niczego nie zrobię, to w końcu i On przestanie mnie lubić tak samo, jak ja przestałam lubić samą siebie… Spojrzałam na moją pracę i zobaczyłam, ile możliwości ucieka mi tylko dlatego, że mi się nie chce… To nie było moje życie. Ja takiego nie zamawiałam.
To, co pomogło mi wtedy podjąć decyzję, to nie pragnienie lepszego życia, bo wtedy nie miałam na nie siły, ale to, kiedy wyobraziłam sobie konsekwencje i to, co się wydarzy, jeśli tego nie zrobię…
Biorę swoje życie za rogi. Tak brzmiała wtedy moja deklaracja.
Tak samo nazywa się dziś moje szkolenie, które, przygotowałam dla osób, które czują się tak, jak ja czułam się wtedy. Dla osób, które czują, że życie ucieka im przez palce i żyją życiem, którego nie zamawiali.
Jeśli i Ty chcesz wziąć swoje życie za rogi, ale nie wiesz jak się za to zabrać, nauczę Cię tego !!
Już 13 września rusza moje szkolenie, na którym nauczę Cię, jak przestać się babrać w życiu którego nie lubisz.
Spójrz na moje zdjęcia – dzieli je tylko 10 miesięcy. A wizualnie i mentalnie – przepaść.
Nie odkładaj dobrych decyzji na kiedyś.




